Urząd, który raz kupił system informatyczny od konkretnej firmy, zwykle zostaje z nią na lata — bo jest jedyną firmą, która zna kod, dysponuje prawami autorskimi do jego modyfikacji i potrafi system rozwijać. Z pozycji jedynego możliwego wykonawcy dostawca dyktuje ceny kolejnych umów utrzymaniowych, a państwo płaci, ile każą, ponieważ alternatywą byłaby wymiana całego systemu. Partia Razem proponuje przeciąć tę zależność u źródła: oprogramowanie tworzone z pieniędzy publicznych ma powstawać według standardów, które umożliwiają zmianę podmiotu zajmującego się jego utrzymaniem, a instytucje państwowe mają zostać oparte o wolne oprogramowanie z jawnym kodem.
Zamówienia pisane pod jednego producenta
O tym, jak głęboko sięga uzależnienie, mówi badanie Fundacji Instrat opisane w raporcie „Zamówienia na pozór otwarte”. Analiza objęła 72 postępowania na dostawy oprogramowania biurowego wszczęte od początku 2025 roku do 24 listopada i opublikowane w Biuletynie Zamówień Publicznych. Wynik: 99% przeanalizowanych zamówień bezpośrednio lub pośrednio wykluczało produkty inne niż oferowane przez Microsoft, a co piąte wykluczało konkurencję wprost, wskazując z nazwy oprogramowanie jednej firmy. Pozostałe robiły to subtelniej — formułowały wymagania tak, by spełniał je wyłącznie produkt tego jednego producenta. W całej badanej próbie jedno jedyne postępowanie nie faworyzowało żadnego dostawcy.
Przetarg spełnia wszystkie wymogi formalne — ogłoszenie, oferty, wybór — tyle że specyfikacja z góry przesądza, czyj produkt można zaproponować. Ministerstwo Cyfryzacji, pytane o wnioski z raportu, zapowiedziało wytyczne dotyczące zamówień publicznych, które mają pomóc jednostkom administracji unikać uzależnienia od zewnętrznych dostawców — na razie w sferze projektów strategii.
Mechanizm pułapki
Uzależnienie od dostawcy rzadko zaczyna się od złej woli. Urząd zamawia system, wykonawca go buduje i — co zrozumiałe przy pierwszej umowie — zna go najlepiej. Kłopot rodzi się przy umowie drugiej i każdej następnej: jeżeli zamawiający nie zadbał o przekazanie praw do kodu, o dokumentację techniczną i o otwarte standardy wymiany danych, żaden inny wykonawca nie jest w stanie złożyć sensownej oferty. Negocjacje z jedynym możliwym wykonawcą sprowadzają się do przyjmowania jego warunków, bo po drugiej stronie stołu nie stoi żadna alternatywa, którą urząd mógłby się podeprzeć. Do kosztów finansowych dochodzi utrata kontroli — o tym, kiedy system dostanie poprawki bezpieczeństwa i czy w ogóle będzie rozwijany, rozstrzyga kalkulacja handlowa prywatnej firmy — potrzeby państwa wchodzą do niej co najwyżej jako pozycja przychodowa.
Wolne oprogramowanie odwraca tę logikę. Kod jest jawny, więc audyt bezpieczeństwa może przeprowadzić każdy kompetentny podmiot; licencja pozwala dowolnemu wykonawcy system utrzymywać i rozwijać, więc przetarg na utrzymanie odzyskuje sens; a rozwiązanie opłacone przez jedną instytucję może za darmo wdrożyć każda następna, zamiast kupować to samo po raz kolejny.
Co proponuje Razem
Stanowisko ws. cyfryzacji z 2018 roku formułuje ten postulat w sekcji „Administracja, nie biurokracja”:
Skończymy z monopolem na utrzymanie oprogramowania używanego w instytucjach publicznych. Oprogramowanie tworzone z pieniędzy publicznych będzie musiało powstawać według ściśle określonych standardów, które umożliwiałyby łatwą zmianę podmiotu zajmującego się utrzymaniem oprogramowania.— Partia Razem, Stanowisko ws. cyfryzacji (2018), „Administracja, nie biurokracja”, pkt 7, partiarazem.pl
Deklaracja programowa z 2025 roku podnosi tę linię do rangi zobowiązania programowego i dodaje drugi filar: „Oprzemy instytucje państwowe o rozwiązania oparte na wolnym oprogramowaniu. Wprowadzimy zasadę otwartości — oprogramowanie wytworzone za środki publiczne będzie co do zasady dostępne wraz z kodem źródłowym” (rozdz. „Polska z atomu, krzemu i stali”, pkt 11). Oba dokumenty czytane razem układają się w spójny mechanizm: standardy zamówień otwierają rynek utrzymania systemów dla wielu wykonawców, a jawność kodu sprawia, że państwo nigdy więcej nie kupuje kota w worku, którego nie wolno mu nawet obejrzeć od środka.
Postulat ma też wymiar czysto ekonomiczny. Pieniądze wydawane rok w rok na licencje i utrzymanie zamkniętych systemów zasilają zagraniczne centrale, podczas gdy utrzymanie rozwiązań otwartych mogą realizować krajowe firmy i zespoły — kompetencje oraz miejsca pracy zostają wtedy na miejscu. Kąt gospodarczy cyfrowej suwerenności, z publiczną infrastrukturą przetwarzania danych na czele, rozwija serwis Razem dla Gospodarki w tekście o publicznej infrastrukturze danych i końcu uzależnienia od korporacji. Szerszą zasadę — wszystko, co opłacił podatnik, wraca do domeny publicznej — omawiamy w tekście o otwartych zasobach publicznych.
Źródła i dalsza lektura
- Partia Razem — Stanowisko ws. cyfryzacji (2018), sekcja „Administracja, nie biurokracja”
- Partia Razem — Deklaracja programowa 2025, rozdz. „Polska z atomu, krzemu i stali”, pkt 11
- CRN — „Zamówienia na pozór otwarte” (omówienie raportu Fundacji Instrat: 72 postępowania, 99% wykluczało konkurencję, 20% wprost)
- CyberDefence24 — „Polska administracja uzależniona od konkretnych dostawców” (reakcja Ministerstwa Cyfryzacji na raport Instrat)
- Razem dla Gospodarki — „Cyfrowa suwerenność: publiczna infrastruktura danych i koniec uzależnienia od korporacji”
